Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finlandia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2013

Słów kilka o Kalevali

autor: Nikolai Kochergin

Nieco nie na czasie (Dzień Kalevali świętowany był dwa miesiące temu), lecz nadal ciekawie- słów kilka
o bliskiej, a mało znanej mitologii.

Czym jest Kalevala?

Kalevala to fiński epos narodowy, mitologia zebrana (dopiero w XIX w!) i spisana wierszem przez Eliasa Lönnrota. Być może nie tak rozbudowana i spektakularna jak mitologia nordycka, niemniej zasługująca na uwagę i stanowiąca źródło poznania fińskiej kultury. Elias Lönnrot to taki fiński Mickiewicz- epopeja przyczyniła się do pobudzenia świadomości narodowej, a co za tym idzie wyzwolenia Finlandii spod panowania Rosji. Wywarła także duży wpływ na współczesną kulturę i sztukę oraz umocniła pozycję Finlandii jako młodego państwa europejskiego.

autor: Adam Korpak

Fabuła


"Pragnienie już język pali,
Pora zacząć opowieść,
Wzbić się pieœnią rodzinną
Nad klechdy wieczorne ludu,
Melodii rozwinąć skrzydła,
Ażeby pomysł z głowy
Skoczył zwinnie na usta
I ulatywał z języka
Lekko, przystępnie, powoli,
Dzielony zębami w strofy..."







Runy (rozdziały) Kalevali rozpoczynają się od stworzenia świata, a kończą w chrześcijańskim średniowieczu. 
Ilustracja powyżej przedstawia Ilmatar, panią morza, na której to kolanie złożyła jajo złota kaczka (czyli standardowy element absurdu). Jajo spadło, stłukło się, a z jego fragmentów powstał świat. Dalej przeplatają się różnorodne wątki zarówno ze świata baśniowego, jak i realnego, opiewające życie bohaterów oraz walkę dwóch wrogich plemion - fińskiego i lapońskiego - o mityczny młynek szczęścia - Sampo. Jeśli nie macie ochoty rozkoszować się 50 runami, zachęcam do zapoznania się ze streszczeniem. 


Väinämöinen broni magicznego młynka Sampo przed Louhi.
źródło: Wikipedia

Coś z autopsji

28 lutego - tego dnia w Finlandii obchodzony jest Dzień Kalevali - wraz z redakcyjnymi koleżankami
miałam przyjemność uczestniczyć w kameralnej wersji fińskiego święta zorganizowanej w klubokawiarni Głośna (Poznań). Członkowie UAM-owskiego Koła Sympatyków Finlandii Pohjola przybliżyli genezę oraz fabułę dzieła, jak również motywy zaczerpnięte z niego przez J.R.R. Tolkiena. A okazuje się, że jest ich całkiem sporo (ten temat aż prosi się o osobny post- już wkrótce).

Gwoździem programu był występ panów z grupy Baśnie Właśnie- zagrali na tradycyjnych kantelach i zaśpiewali naprawdę pokaźny fragment eposu. Na koniec uraczyli nas kilkoma tradycyjnymi baśniami fińskimi- zdecydowanie dało się odczuć pasję i radość, jaką sprawia im bajanie. Gratulujemy!

http://www.youtube.com/watch?v=ldZDaLadCOk&feature=youtu.be

(Tak tak, nasze ratatoskowe twarze też zostały złapane w kadr)

Facebook:
KSF Pohjola
Baśnie Właśnie
Autor: JN

środa, 24 kwietnia 2013

Był raz sobie język fiński

Patrzysz na słowo, nie możesz go skojarzyć absolutnie z niczym i w żadnym wypadku nie jesteś w stanie go poprawnie zapamiętać. Masz wrażenie, że komuś przytrzymał się zbyt długo palec na pooszczeegóóólnyych liitteraaachh. Czy to tajne przesłanie z obcej galaktyki? Czy to twój kot tańczy na klawiaturze? Nie! To język fiński, fiński, FIŃSKI! Język, jak każdy język, rządzi się swoimi podstawowymi zasadami, znacznie odbiegającymi od tych, które znane nam są z języków indoeuropejskich. Postanowiłam zdradzić wam parę (ale naprawdę PARĘ) jego sekretów. Jeśli nie boicie się języka uralskich wojowników podążajcie za mną!
 

HÄN
Nie Czyngis, nie dynastia, ale zaimek osobowy oznaczający zarówno jego jak i ją. W fińskim nie ma rodzajów gramatycznych. On, czy ona – jeden pies. A raczej jeden hän. Językowy egalitaryzm!

hän opiskelee – on się uczy
hän opiskelee – ona się uczy





Zabawa w kurę
 Bardzo kreatywny sposób na sformułowanie pytania. Pod koniec czasownika Finowie dodają sufiksy„-ko” bądź „-kö”, które oznaczają nasze polskie „czy”.  Ko, ko, ko, ko?
laulat – śpiewasz                    laulatko? – czy śpiewasz?
menette – idziecie                  menettekö? – czy idziecie?

 Wymowa
Względnie łatwa dla nas, Polaków. Akcent pada na pierwszą sylabę i wszystko wymawia się tak, jak się widzi. Ale uwaga! W fińskim ważną rolę pełni iloczas. Jeśli mamy obok siebie podwójne „aa” musimy wyraźnie wymówić je nieco dłużej niż „a” pojedyncze. Trzeba być naprawdę językowym pedantem, o nieporozumienie nietrudno!

ihmiset tapaavat – ludzie spotykają
ihmiset tappavat  - ludzie zabijają



Lepiej nic nie mieć
Sposób w jaki Finowie wyrażają nasze polskie ”ja mam” przerasta moje możliwości tłumaczeniowe. Zapraszam prosto do przykładów:

minä – ja                        minulla  on – ja mam
sinä – ty                         sinulla on – ty masz       
Tiina                              Tiinalla on – Tiina ma
tyttö - dziewczyna          tytöllä on – dziewczyna ma
Tak jest,  Finowie modelują zaimki i rzeczowniki tylko po to, aby powiedzieć, że ktoś coś ma...

Trallallellalla sufikssy
Kolejny fiński wynalazek to sufiksy wyrażające położenie, ruch. W zależności od tego, czy coś jest „w”, czy „na”, czy wykonujemy ruch skądś znajdując się wewnątrz tej rzeczy, bądź tylko na jej powierzchni, mamy do wyboru całą paletę sufiksów, czym chata bogata!

talo – dom
talossa – w domu
talosta – z domu
taloon – do domu

kevät – wiosna                
keväällä – na wiosnę

Harmonia samogłosek
Na pewno zwróciliście uwagę na to, że nad co drugim fińskim słowem roi się od kropek. O właśnie täääääk. Skąd wiadomo, kiedy należy użyć ö lub ä, a kiedy zwykłe a lub o? Jeśli zna się zasadę harmonii samogłosek, to wiadomo. Jeśli się nie zna, to nie wiadomo. Proste. 
Wystarczy zapamiętać, że ä nigdy nie może być tam, gdzie jest u, ale zawsze może być tam gdzie jest y, a i też czasem może być tam, gdzie i oraz e, chociaż nie koniecznie, i tak dalej, i tak dalej. No przyznaję, że nigdy jeszcze nie udało mi się zapamiętać tej harmonii, chociaż tak naprawdę jest bardzo prosta. Ale to nic. Na wyczucie też się da!

Autor: Karolina Duszka

Rovaniemi - największe miasto Europy

Do Rovaniemi przyjeżdżam pod koniec października i pierwsze, co mnie tam wita, to prawdziwa fińska jesień. Miasto tonie w szarości i przez cały dzień mam wrażenie, że za sekundę zrobi się całkiem ciemno. Noc zapada już około godziny szesnastej i trwa aż do dziewiątej rano. Witamy w Laponii!


Rovaniemi jako stolica Laponii prezentuje się raczej słabo. W centrum znajduje się wielka galeria handlowa. Nieco dalej druga i trzecia, połączona z kolejną tym samym budynkiem. Na drzwiach widnieją kolorowe wizerunki uśmiechniętego Santa Clausa. Niewielki plac w centrum jeszcze do niedawna nosił nazwę Sampo Square (nazwa wywodzi się z Kalevali, fińskiego eposu narodowego). W 2006 roku miejsce to zostało ochrzczone mianem Lordi Square dla upamiętnienia sukcesu fińskiej grupy muzycznej na konkursie Eurowizji (pamiętacie Hard Rock Hallelujah?). Lider zespołu pochodzi z Rovaniemi, a wszyscy muzycy są honorowymi obywatelami miasta. Jeszcze kilka miesięcy temu istniała tutaj restauracja „Lordi’s Rocktaurant”, ale teraz odnajduję tylko zabarykadowane drzwi bez żadnej informacji. Jest za to McDonald's i kolorowe napisy przy wejściach do sklepów głoszące, że „Santa was here”.
Tablica na cześć zespołu Lordi w centrum miasta.

Rovaniemi liczy blisko 60 tysięcy mieszkańców. Część z nich stanowią studenci University of Lapland. Tak jest, Laponia ma nawet swój własny uniwersytet! Ze wszystkich dobroci, jakie podsuwa mi miasto (centrum handlowe, centrum handlowe, centrum handlowe) zdecydowanie wybieram Kauppayhtiö (fin: spółka handlowa). To stara knajpa zapełniona rozmownymi Finami i retro rupieciami, z których każdy jest na sprzedaż (rupieć, nie Fin). Pogoda nie sprzyja spacerom po mieście, więc to tam spędzam większość czasu. Naprzeciwko mnie siedzi mój couchsurfingowy host Aksu, dookoła jego znajomi. Co chwilę przychodzi ktoś nowy i odchodzi ktoś stary. „Czy wiesz, że znajdujesz się w największym mieście Europy?” zagaduje mnie jeden. „Największym mieście czego?” – pytam z niedowierzaniem. Z pewnością musiałam coś źle zrozumieć.  „Największym mieście Europy. Pod względem powierzchni, które formalnie są w obszarze miejskim, Rovaniemi jest największe. To taki dżołk, ale prawdziwy. I napawa nas dumą.”
Nie dość więc, że znajduję się w największym mieście Europy, to jeszcze przecież tuż pod samym nosem Świętego Mikołaja. I chociaż każdy Fin przyzna, że prawdziwy Joulupukki (fin: Święty Mikołaj) mieszka na górze Korvatunturi, to i tak wszyscy turyści zjeżdżają do wioski położonej 10 kilometrów na północ od Rovaniemi. Nieposiadacze samochodu mogą tam dojechać  miejskim autobusem numer 8. Bilet w obydwie strony kosztuje 6 euro.
Jedziemy do Santa Clausa...

Po 20 minutach jazdy autobus do wioski Świętego Mikołaja dojeżdża do… wioski Świętego Mikołaja! Moim oczom ukazują się drewniane budynki, te same, które z zapartym tchem oglądałam w Internecie. Otwieram najbliższe drzwi i ląduję w sklepie. Z półek patrzą na mnie renifery, Muminki i Mikołaje, usadowione na talerzach, poduszkach, ręcznikach i nożach, wołające KUP MNIE! Nieco milsze wydają się być różnego rodzaju pamiątki związane z Samami – rodowitymi mieszkańcami Laponii. Z jednego sklepu przechodzę do kolejnego. Prawie kupuję rękawiczki z Małą Mi, ale jednak są zbyt niepraktyczne (18 euro za niepraktyczne rękawiczki? No way!). Za następnymi drzwiami kryje się dalszy sklep i w zasadzie mogłoby się to ciągnąć w nieskończoność. Nie wiedziałam, że Mikołaj ma swoją prywatną galerię handlową.

Przez plac znajdujący się w wiosce przebiega linia koła podbiegunowego. Za kilka euro można otrzymać certyfikat poświadczający przekroczenie granicy. Dobrze, że jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby pobierać opłaty za samo przejście. Tuż za wyrysowaną białą linią czai się inny świat, w którym podczas lata słońce nigdy nie zachodzi, a w zimie wręcz przeciwnie. Oto nadciąga historyczna chwila. Klękajcie narody, albowiem przekraczam linię koła podbiegunowego. Siup! I jestem po drugiej stronie. 
 
W centrum wioski widoczny jest budynek z wysoką wieżą, w którym urzęduje sam Santa (sam Satan – przepraszam, musiałam to wtrącić). W grudniu kolejki na prywatną audiencję ciągną się z pewnością aż po samo Rovaniemi. Pamiątkowe zdjęcie z Mikołajem kosztuje 25 euro.
Nieco z boku znajduje się poczta, w której elfy od rana do nocy segregują mikołajowe listy. Pracy jest naprawdę sporo. Tylko podczas minionych świąt Bożego Narodzenia Joulupukki otrzymał niemal 620 tysięcy listów z całego świata. Tablica na jednej ze ścian głosi, że największa ich ilość przychodzi od dzieci z Wielkiej Brytanii. Dalej kolejno z Włoch, z Rumunii, oraz z Polski. Mikołaj również bardzo chętnie pisze do dzieci. Za symboliczną opłatą 7 euro, ma się rozumieć. 
Ciężko pracujący elf musi za coś wyżywić rodzinę.
Wędruję od sklepu do sklepu i zastanawiam się, czy jest tu jeszcze coś ciekawego. Planowałam spędzić w wiosce Świętego Mikołaja cały dzień, a tymczasem po dwóch godzinach zaczynam się nudzić. Nie wiem czego oczekiwałam od tego miejsca. Im więcej o nim czytałam w Internecie, tym bardziej wydawało mi się ono wspaniałe. A tymczasem znudzone elfy segregują kolejne listy,  farma z reniferami jest zamknięta, a za kołem podbiegunowym pada deszcz.
Nic. Byle do grudnia.
Ho ho ho!
Biuro Świętego Mikołaja we własnej osobie.

Najprawdziwsze swetry Samów! Ceny od 60 euro w górę.
Mikołajowa poczta.
Oto co znajduję wśród listów od dzieci wiszących na ścianach poczty
(taaak, tego tylko brakuje, żeby dzieci wisiały na ścianach poczt...).

Największe miasto Europy potwierdzone przez Wikipedie :)
Autor: Karolina Duszka